Powód: zagrożenie ruchu drogowego
Mój pierwszy raz i niestety oblałam.:/ Egzamin miałam o 18.15, w sumie polecam bardzo tą godzinę bo jest nieduży ruch. Zostaliśmy wywołani na salę punktualnie i po kolei każdy został przydzielany egzaminatorowi. Mój przyszedł, zabrał jednego chłopaka i po chwili wrócił. Teraz wyczytał mnie...Trochę się zestresowałam. No i oczywiście spytał się mnie czy znam zasady egzaminu, powiedziałam że raczej tak, no więc zaczynamy.Maskę otworzył on i kazał mi tylko pokazać gdzie sie znajdują poszczególne płyny. Później kazał mi wsiąść do samochodu i włączać poszczególne światła i pytał gdzie się świecą na desce rozdzielczej. Poźniej kazał wysiąść i zapytał czy wszystkie światła które włączyłam działają. Łuk i górka, ok- za pierwszym razem:) Wyjeżdzamy na miasto.Powiedział że będzie mi wydawał polecenia i gdybym jakiegoś nie rozumiała to żebym pytała. Pan egzaminator kazał mi skręcić w lewo. W bramie wyjazdowej samochód mi zgasł, chyba ze 3 razy...zestresowałam się...Spytał się mnie czy chce chwilę odetchnąć...Powiedziałam że tak...Dalej jedziemy i skręcamy przed kościołem na borkach, pożniej przejazd kolejowy i na południe...tam kazał zaparkować prostopadle.Otworzył drzwi i sprawdził czy nie zahaczą o samochód stojący obok.W innym miejscu na południu musiałam zawrócić z wykorzystaniem biegu wstecznego na terenie pod górkę. Dalej krążymy na poludniu, na skrzyżowaniu kazał mi pojechać w prawo. A ja włączyłam prawy kierunkowskaz a pojechałam w lewo...Na koniec egzaminu powiedział,że ten manewr spowodowałby zakończenie egzaminu gdyby na skrzyżowaniu był jakiś pojazd, a na szczęście było pusto. Później jedziemy znowu na przejazd kolejowy, tym razem na młodzianowskiej.był korek, bo zapory były opuszczone. No i gdy byłam juz przy torach on krzyknął, że przerywa mi egzamin bo samochód stoczył sie troszkę do tyłu a za mną stał samochód i myślał że w niego uderze. Tam kazał mi sie przesiąść.:/I tak wróciliśmy do wordu. Tam wypełniał moją kartę...Mówił co mu sie nie podobało a co robiłam dobrze. Mowi, że zamiarem tego egzaminu było żeby pani mnie tu przywiozła, ale widocznie pani nie chciała.
Egzaminator myślę że nie był zły. W sumie mogłabym trafić na niego drugi raz. Jak coś źle zrobiłam to nie mówił mi tego w trakcie egzaminu, oszczędził mi nerwów, nie krzyczał, tylko na koniec egzaminu podniósł głos.
Jutro idę sie zapisać na następny egzamin i też na pewno na tą godzinę. Tym razem musi sie udać:) Powodzenia wszystkim zdającym.:)